Wejść w inny świat

Jaki jest dzisiejszy świat? Pytanie za trudne, aby udzielić krótkiej odpowiedzi. Jedną z cech dzisiejszego społeczeństwa jest brak odniesienia do czegoś, co można nazwać nadprzyrodzonością. Życie wielu ogranicza się do spać, zjeść, pracować, zarobić, skonsumować zarobek. Tymczasem nie od dziś wiadomo, że lepiej być niż mieć. Pustka egzystencjalna, bezsens – gdzie to nas zaprowadzi? Człowiek ma w sobie coś, co pcha go ku górze, bo skąd wzięła by się taka popularność sekt rozmaitej maści. Oferuję one dostęp do tego, czego ludziom brakuje. Problemem jest to, że ci, którzy „zawodowo” z powinni pokazywać prawdziwy sens, prawdziwą rzeczywistość nadprzyrodzoną czasami tylko tworzą boiska, organizują pomoc potrzebującym, są działaczami społecznymi. Nie są to rzeczy złe, ale w tym wypadku nie najważniejsze. Czy jest jakiś lek? Na pewno, ale to wymaga wysiłku, trudu i przezwyciężania przeszkód, a kłody pod nogi lecą nawet z najbardziej niespodziewanych stron. Kto może pojąć niech pojmuje…

Tradycja liturgiczna

Trochę obawiam się o tym pisać, bo mogę być źle zrozumiany. Powodem, dla którego poruszam ten temat, było moje spotkanie z jednym z lefebrystów, dzisiaj w Częstochowie. Rozmawialiśmy chwilę, a była to trudna rozmowa. Od początku miałem wrażenie, że jestem atakowany. Człowiek, z którym rozmawiałem wypowiadał kolejne zdania z szybkością karabinu maszynowego, atakując papieża, Watykan etc. Powiedział, że Bractwo Piusa X jest i tak bardzo liberalne, bo prowadzi rozmowy z Watykanem i jeżeli podpiszą porozumienie, to on porzuca Bractwo. Wyszło na to, że Watykan jest stolicą zła, która nie może się zmienić.

Boli mnie to bardzo, bo więź duchowa z Stolicą Apolską jest niezwykle ważna w życiu Kościoła katolickiego. Jest też ona bardzo zakorzeniona w Tradycji właśnie. Boli mnie to także, gdyż sam „zasmakowałem” już trochę w liturgii w klasycznym rycie rzymskim i jestem nią zafascynowany (o ile dobre słowo). Daje mi ona doświadczenie misterium, czegoś większego ode mnie, niepojmowalnego, a jednocześnie czegoś, w co przez liturgię wchodzę. Od tego czasu modlę się o pojednanie się Bracwa Piusa X z Kościołem katolickim i smuci mnie, że po obu stronach brak u niektórych woli pogodzenia się. Podobna sytuacja miała miejsce z Lutrem. Trwał on w uporze, niektóre ważne osoby w Kościele też, więc gdy Luter nie chciał współpracować z Kościołem, ludzie go odrzucili. Tak zaczął on i jego naśladowcy zschodzić na błędną drogę, co doprowadziło do bolesnych podziałów Kościoła. Stąd też moim marzeniem jest „uwolnienie” liturgii tradycyjnej tak, aby każdy kto chce w niej uczestniczyć, miał taką okazję. Tak samo, aby każdy kapłan, który chce ją odprawiać mógł się tego nauczyć i robić to, choćby dla malutkiej grupki wiernych. Nie można odcinać się od Tradycji i tradycji. Kto by tak zrobił to, jak drzewo odcięte od korzenia, szybko uschnie. Nie narzucam nikomu tej liturgii, nie mówię, że jest lepsza od Novus Ordo, ale chciałbym, aby to co było centrum życia Kościoła przez liczne wieki, już od starożytności, nie stało się tylko obiektem muzealnym.

Kwestia własności

Zdażyła mi się niedawno przykra rzecz, o której nie będę pisał, ale która dała mi trochę do myślenia. A zamyślenie dotyczyło kwestii własności. Zauważyłem bowiem, że jako społeczeństwo mamy często dość luźne podejście do cudzej własności. Książki z biblioteki często są popisane (ołówkiem, bo każdy zapytany oczywiście wszystko ma zamiar wygumować – akurat…), własność publiczna jest niszczona, bo to państwowe, czyli niczyje. Przykładów można zapewne mnożyć. Następnym krokiem są drobne kradzieże, przywłaszczanie sobie przedmiotów codziennego użytku (przecież leży tu nieużywane już od dwóch godzin…), przez większe przestępstwa aż po korupcję na wysokich szczeblach władzy. Wobec tego czuję się bezradny. Sam nie robię w tej kwestii niczego, co mógłby określić jako kradzież, czy coś w tym stylu. Mogę napominać innych, ale to daje (jeżeli wogóle) minimalny skutek. Czy rzeczywiście tak nas komuna i zabory zniszczyły, że nic się nie da zrobić?

Silesia Miners

Trudny mieli dzisiaj mecz. Eagles byli świetni, trzeba im to przyznać, nasi na początku trochę słabo grali. Podobała mi sie atmosfera na trybunach (a były mocno wypełnione). Dobry duch unosił się dzisiaj na stadionie. Mimo porażki doping do końca był wspaniały, włączając w to twórczość własną kibiców. Nie znam tych gości co stali obok mnie, ale trzeba przyznać, że byli nie do zdarcia i tworzyli fajne teksty. Na koniec obie drużyny dostały oklaski, co też było godne pochwały. Gdybyśmy tak zawsze potrafili sobie kibicować i chociaż smucimy się, że nasi przegrali, umiemy nagrodzić tych, co zwyciężyli, a nie obrzucać się inwektywami etc.

Mam cichą nadzieję, że znajdzie się sponsor dla Minersów, że trybuny będą zawsze pełne i football amerykański będzie cieszył się coraz większą popularnością w naszym pięknym kraju nad Wisłą

Świadectwo

Wczoraj “naszła” mnie taka refleksja. Chodzi o sprawę bycia katolikiem. Wydaje się, że aby być dobrym katolikiem trzeba chodzić do kościoła, najlepiej jeszcze ”udzielać się” w czasie Mszy świętej i nabożeństw. Tymczasem II Sobór Watykański mówi o konieczności apostolstwa. Nie nadaktywność liturgiczna, ale apostolstwo, nie dziesiątki osób “skaczące” wokół ołtarza, ale obecność Ewangelii w życiu społecznym. Wydaje mi się, że być katolikiem to być nim wszędzie tam, gdzie się przebywa. Nie znaczy to, że wchodząc do pracy ktoś krzyczy: „Jezus jest Panem”. To świadectwo ma być najpierw dane własnym życiem, postawą (wiem, że to jest bardzo trudne, ale jest możliwe). To co robimy, mówimy powinno być przesiąknięte wiarą. T. Olszański powiedział, że dzieła Tolkiena są nasycone jego wiarą jak chleb, w który wsiąknął miód. Nasze życie ma być podobne – choć samego miodu nie widać, jest on cały czas obecny. Tak tworzymy atmosferę, dobry klimat. Potem przechodzimy do słów, do głoszenia wprost. Ono też jest bardzo ważne, wręcz niezbędne! Trzeba tylko przygotować glebę, aby rzucone ziarno nie spadło na drogę, ale na ziemię przygotowaną, przeoraną i wydało wspaniały plon.

Jest to okazja także do zmieniania klimatu w naszym społeczeństwie. Może takimi małymi krokami udałoby się „coś” zrobić, aby wartości cieszyły się większym szacunkiem, abyśmy nie obrzucali się wzajemnie błotem. Przez zmianę klimatu można, wydaje mi się, osiągnąć bardzo wiele. Do tego trzeba być jeszcze aktywnym, czyli nie czekać, aż ktoś łaskawie się zainteresuje i zechce się do nas odezwać. Trzeba samemu działać, czy to w „virtualu”, czy w „realu”. Kościół jest misyjny, nie czeka aż ktoś do niego przyjdzie, ale katolicy sami idą do przodu z Dobrą Nowiną.

III Studencka Konferencja Starożytnicza

Zakonczyliśmy dziś III Studencką Konferencję Starożytniczą. Jestem pod wrażeniem. Miałem okazję coś pomóc przy tym, a nawet miałem tam referat. Bardzo mi się podobało i gratuluję Przemkowi, Adamowi, Rafałowi i wszystkim organizatorom. Kawał dobrej roboty! Kto nie był niech żałuje! Szkoda tylko, że trochę mało ludzi przyszło. Wydaje mi się (znów te misie ;), że ludziom dziś coraz mniej się chce. Czy jednak z takim minimalizmem można zajść daleko?