Kwestia własności

Zdażyła mi się niedawno przykra rzecz, o której nie będę pisał, ale która dała mi trochę do myślenia. A zamyślenie dotyczyło kwestii własności. Zauważyłem bowiem, że jako społeczeństwo mamy często dość luźne podejście do cudzej własności. Książki z biblioteki często są popisane (ołówkiem, bo każdy zapytany oczywiście wszystko ma zamiar wygumować – akurat…), własność publiczna jest niszczona, bo to państwowe, czyli niczyje. Przykładów można zapewne mnożyć. Następnym krokiem są drobne kradzieże, przywłaszczanie sobie przedmiotów codziennego użytku (przecież leży tu nieużywane już od dwóch godzin…), przez większe przestępstwa aż po korupcję na wysokich szczeblach władzy. Wobec tego czuję się bezradny. Sam nie robię w tej kwestii niczego, co mógłby określić jako kradzież, czy coś w tym stylu. Mogę napominać innych, ale to daje (jeżeli wogóle) minimalny skutek. Czy rzeczywiście tak nas komuna i zabory zniszczyły, że nic się nie da zrobić?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s