Zbliżają się ważne chwile…

Nadchodzi już powoli bardzo ważny dla mnie czas. Już jutro zaczynam rekolekcje w Kokoszycach, a potem…

Ofiara Mszy Świętej10 maja, anno Domini 2008, w godzinę Miłosierdzia Bożego (15:00) rozpocznie się uroczysta Msza Święta w katowickiej Katedrze, podczas której z rąk arcybiskupa Damiana Zimonia przyjmę święcenia kapłańskie.

18 maja, anno Domini 2008, o godzinie 12:15 rozpocznie się Msza Święta Prymicyjna, pierwsza w życiu którą będę sprawował. Będzie miała miejsce w kościele pw. Najświętszych Imion Jezusa i Maryi w Katowicach – Brynowie (ul. Nasypowa).

Wszystkich czytelników mojego bloga pokornie proszę o modlitwę w mojej intencji. Wiem, że niczym nie zasłużyłem sobie na ten dar. Będzie mi on dany z łaski Bożej i z Jego upodobania. Wiem też, że jestem człowiekiem grzesznym i słabym, więc tym bardziej proszę was o wsparcie mnie przez modlitwę. Gdyby natomiast ktoś z Was zechciał przybyć na te uroczystości, to będę wielce rad z waszej obecności.

Gdyby Chrystus zszedł z krzyża…

Okładka książkiJ. Piekara, Sługa Boży, Lublin 2003, ss. 273.

Na ostatniej stronie okładki czytamy: „Oto świat, w którym Chrystus zszedł z Krzyż i objął władzę nad ludzkością. Świat tortut, stosów i prześladowań”. Piszą też, że to „najbardziej wstrząsająca i bluźniercza wizja w historii polskiej fantastyki”. O ile na temat pierwszego cytatu mogę się wypowiedzieć, bo jest streszczeniem książki, o tyle nie jestem w stanie wypowiedzieć się co do prawdziwości drugiego, bo nie przeczytałem całej polskiej fantastyki. Jedno jest pewne, Piekara świetnie pisze i „Sługa Boży” jest bardzo wciągającą książką.

Może powinienem być oburzony, ale nie jestem. Książkę się świetnie czyta i nie jest ona tak bluźniercza jak by się mogło wydawać. Bo Chrystus nie zszedł z krzyża. Chrystus z tej książki jest zupełnie inny i tym bardziej „doceniam”, że jest jak jest. Panie Piekara, dziękuję za tę książkę jest fantastyczna.

Przy okazji muszę stwierdzić, że podoba mi się coraz bardziej polska fantastyka. Może nie czytam fatasy za wiele, ale mam wrażenie, że ta zachodnia to wałkowanie tego samego, a u nas to pełno nowości i świeżości.

Drugi Maj – Święto Flagi Narodowej

The Flag of Poland

Dzisiaj obchodzimy Święto Flagi Narodowej. Chyba mało znane i mało obchodzone. A szkoda. Flaga, czy godło są symbolami jedności narodu. W dzisiejszym zwariowanym świecie kojarzą się z nacjonalizmem, a tymczasem tak nie jest. Są elementami zewnętrznymi patriotyzmu, który jest zupełnie czymś innym. To symbol naszego kraju, naszej rodziny. Symbol wspólnoty, którą tworzymy. Nie wspólnoty sztucznej i de facto nie istniejącej, typu Unii Europejskiej, która jest raczej biurokracyjnym molochem kładącym swoją łapę na wszystkim, na czym się da. Naród do wspólnota historii, kultury, języka (wraz ze wszystkimi regionalizmami, które stanowią bogactwo tej wspólnoty). Nikt nie jest idealny, więc i nasz naród taki nie jest. Nie zmienia to jednak faktu, że szczycę się tym, że jestem Polakiem. Kocham swój kraj, kocham tych ludzi. Polacy są wspaniali, stać nas na wiele, na bardzo wiele. Musimy tylko w siebie uwierzyć, uwierzyć, że nie musimy być popychadłem UE, że możemy dbać o siebie nawzajem. Symbolem naszej wspólnoty może być właśnie nasza Flaga.

Pierwszy Maj

I wylegli na ulice paradować, wylegli świętować święto pracy. Wszędzie pełno czerwonych. Pierwszy Maj – święto, nie święto? Obchodzić czy nie? Bo niby to komunistyczne…

A może jednak spojrzymy na dzisiejszego patrona, św. Józefa robotnika. To on jest dziś wzorem człowieka pracy. Człowieka, który żyje nie po to, aby pracować, ale pracuje, aby żyć. Praca nie jest jego bogiem, bo jednego ma Boga. Dzisiaj dobra praca staje się dla wielu bożkiem. W tym pędzie za pieniądzem zatracamy samych siebie. Od rana do wieczora zagonieni, bez czasu dla najbliższych, dla siebie, dla Boga. Gubimy własne dusze rozmieniając je na pieniądze. Gdy już przyjdzie spotkać się z drugim człowiekiem podświadomie oceniamy go pod kątem własnych zysków, czy on może mi coś dać?

Niech praca, pieniądz nie będzie najważniejsza. Jak w życiu św. Józefa. Może nie warto porzucać wszystkiego po to, zarobić trochę więcej, może nie warto tracić duszy! Boli mnie, gdy widzę ludzi bogatych i biednych, którzy myślą tylko o jednym, o pieniądzu i o pracy, bo w pracy się realizują, bo o pracy mogą mówić godzinami. Cala reszta nie istnieje. Wąskie grono ich znajomych to kilka osób, z którymi robią interesy.

Wiem, może przesadzam, ale warto się mieć na baczności i uważać na siebie w tym zwariowanym świecie.