I co dalej?

Chiny chlubią się swoja olimpiadą. A świat przymknął oczy na morderstwa, bezprawie i terror. Rosja dba o interesy swoich zwolenników. A świat przymknął oczy na to, że hoduje na własnej piersi węża. Nasze „elity” godzą się na wszystko, byle tylko nie stracić nic z doraźnych interesów. Czy coś nam to przypomina? Bo chyba nie, broń Boże, czasy przed 1939 rokiem…

Nasza cywilizacja chyli się ku upadkowi. Może to wydawać się śmieszne, ale tak jest. Brutalność i przemoc stają się narzędziem politycznym. Upadają obyczaje, życia się nie szanuje. Europa dogorywa zalewana przez muzułmanów. Ale to nic nie szkodzi, bo i tak dzieci mamy coraz mniej, więc mało kto dożyje czasów, gdy w Niemczech legalnie wybrana w demokratycznych wyborach partia islamska wprowadzi muzułmańskie prawa. A wtedy mniejszości – narodowe, religijne, czy seksualne – nie będą się liczyć.

Wprowadziliśmy absolutną tolerancję. Z małym wyjątkiem: nie można tolerować tego, co daje nam siłę ducha, nie można tolerować prawdziwych wartości. Chrystianofobia, a szczególnie „katolikofobia” stała się faktem. Za poglądy chrześcijańskie można być usuniętym z pracy, urzędu, etc. Siedzimy sobie w naszym polskim zaścianku i może jeszcze nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, ale tak jest już na Zachodzie. Nie wierzycie? Sprawdźcie na Christianophobia.

Czy da się coś zrobić? Nie wiem. Może już nie ma ratunku. Może jesteśmy w takim momencie, że to co znamy upadnie niczym starożytny Rzym. A może jest jeszcze nadzieja? W każdym bądź razie musimy wziąć się w garść, bo inaczej nas zjedzą: lewacy, Rosjanie, aktywiści gejowscy, feministki, czy jeszcze inni. Weźmy się w garść. Nie wstydźmy się przed światem, że jesteśmy katolikami! Chodźmy do Kościoła (i to częściej niż od święta), dbajmy o naszą własną świętość! Spowiedź nie raz w roku, nie raz na ruski rok, ale regularnie, co miesiąc. Modlitwa, aby zawsze być blisko Boga. Wiedza i profesjonalizm – zarówno w kwestiach wiary, doktryny, jak i naszych zawodowych specjalności. Rozwijajmy nasze talenty, rozszerzajmy wszędzie Ewangelię. Zdobywajmy wysokie stanowiska po to, aby i tam głosić Dobrą Nowinę i służyć Bogu. No i trzymajmy się razem. Bo inaczej zginiemy, a z nami świat, który znamy.

A na koniec to jeszcze odmówmy choć jedną „Zdrowaśkę” za Rosję, szczególnie jej przywódców, o opamiętanie.

I wysłuchałeś mych modlitw…

Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Moje życie obfitowało w tym czasie w wiele ważnych i pięknych wydarzeń. Nie czas i miejsce, aby wszystkie tutaj streszczać. Jednak to co w tym dla mnie najważniejsze, to ogrom bożego działania. Nie starczyłoby mi słów, aby opisać, jak wiele Pan Bóg dla mnie zrobił. Jedną z tych spraw jest fakt, że spełnił moje prośby w bardzo ważnej kwestii, o którą modliłem się od lat. A przy okazji nauczył czegoś bardzo ważnego. Bo dał swój dar dopiero wtedy, gdy przestałem modlić się „daj mi Panie…”, a zacząłem „Panie nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”. Nauczył mnie, że najważniejsze jest zaufanie Jego woli. A wtedy, tak jak w moim życiu, On daje o wiele więcej, niż możemy sobie wymarzyć.

Niech wiem, jak mam Ci dziękować. „Podniosę więc kielich zbawienia i wezwę imienia Pana”!