Ruszamy w drogę!

ML Trans

ML Trans

Moi znajomi prowadzą firmę oferującą transport samochodowy towarów. Niedawno także uruchomili swoją stronę internetową. Oto nadeszły czasy, kiedy do każdej działalności gospodarczej potrzeba strony internetowej 😉 Cieszę się, że robią to porządnie, przynajmniej w kwestii transportu. Może jeszcze coś o nich:

F.H.U.T ML TRANS SP.J. MIKOŁAJ LĄDWIK, ŁUKASZ NOGLIK oferuje szeroki zakres usług w ramach transportu drogowego samochodami dostawczymi i ciężarowymi. Kadrę firmy stanowią wyszkoleni fachowcy posiadający wszelkie niezbędne uprawnienia do wykonywania swojego zawodu.

A teraz nic tylko wejść na stronę ML Trans! 🙂

Nikt nie mówił, że będzie łatwo :)

Nikt nie mówił, że życie będzie łatwe. Tym bardziej życie Katolika. Tak to niestety bywa, że ten wybór niesie za sobą pewne konsekwencje. Dlaczego o tym piszę? Bo widzę wśród ludzi na kolędzie, uczniów w gimnazjum i wielu innych tę trudność w dokonaniu wyboru i przyjęciu konsekwencji.

Po pierwsze – kwestia wyboru. Wielu ludzi boi się tego, żeby wybierać. Decyzja odkładana jest zawsze na później. Już nawet najmłodsi nie decydują się, kim będą w przyszłości. Rodzice ich popierają i mówią: „ma jeszcze czas”. Ja pamiętam, że jako dzieciak chciałem być strzażakiem, potem jeszcze kimś innym, itd. W moim pokoleniu to było normalne. A teraz? „Nie wiem” odpowiadają zgodnym chórem małe dzieci. A potem brakuje też tej ostatecznej decyzji. „Co chcesz robić po maturze?” Nie wiem, na razie muszę ją zdać. Zero celów. „Co po gimnazjum?” Odpowiedź podobna. Jakże potem dokonać wyboru między katolikiem, a Katolikiem. Ten pierwszy to taki, który chodzi do kościoła, ten drugi do Kościoła. Ten pierwszy jest nim bo jest, ten drugi dokonał wyboru. Ten drugi chce iść za Chrystusem i należeć do wspólnoty, którą On założył. To jest jego wybór. Wybór z konsekwencjami.
Jakie to konsekwencje? Wiadmo, że nie jesteśmy doskonali, że się rozwijamy, walczymy o świętość. Konsekwencja podstawowa to właśnie ta droga, a właściwie Droga. Idziemy nią, mimo upadków i porażek. Chcemy słowem i życiem realizować wybór. Wiem, że nie zawsze wyjdzie. Jednak taki człowiek się nie poddaje. Rozwija wiarę, umie jej bronić. Nie jest tylko „niedzielnym katolikiem”. Rozwija wiarę w częstej Eucharystii, regularnej spowiedzi, codziennej modlitwie. Czyta Pismo Święte, pogłębia wiedzę, umie bronić swojej wiary. Nie stawia warunków, nie ma wyjątków w stylu: „jestem katolikiem, ale na niektóre sprawy mam własny pogląd”. Ten „własny pogląd” jest przecież najczęściej próba uniknięcia konsekwencji grzechu. Ci, którzy naprawdę wybrali też grzeszą, ale nie usprawiedliwiają się. Zgrzeszył i zna tego konsekwencje. Przede wszystkim szuka pojednania. Dalej walczy i próbuje z całych sił.

„Nikt nie mówił, że będzie łatwo”, ale też nikt nie powiedział, że takie życie jest smutne. Dopiero gdy dokona się Wyboru, znajduje się sens życia i prawdziwe szczęście. Człowiek widzi, że życie ma sens. Nie jest łatwo, ale jak mawia pewna osoba Per aspera ad Deum. A więc do przodu 🙂

„Ja poprostu pootwieram wam głowy…”

„… i naleję do nich oleju”. Na tym chyba powinna polegać edukacja w szkole. Tymczasem jest źle albo gorzej. I nie dlatego, że uczniowie są źli, głupi, czy jeszcze jacyś inni. Nie, oni są w porządku. To często myślenie (albo bezmyślność) systemu do tego prowadzi. Zamiast uczyć młodych czytać tekst ze zrozumieniem, prowadzenia logicznego rozumowania, dawania mu narzędzi i korzystania z nich, uczy się gotowców. Oczywiście, że to szybsze. Bo uczeń od razu poda poprawną odpowiedź na sprawdzianie, zgodną z odgórnym kluczem. Wygodniejsze, bo zealizowano minimum programowe. Ale czy nauczyło go pasji? Czy nauczyło myślenia, szukania? Czy wychodząc ze szkoły jest w młodym człowieku coś więcej niż niechęć lub nienawiść do czytania, nauki, używania mózgu? Nie znam cudownej receptury, która by uzdrowiła system edukacji w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. Jak narazie trend, który idzie z Unii jest tylko niszczącym ucznia pogłębieniem problemu. Bo uczeń ma się uczyć myśleć. A Unia zakłada, że już umi. Zakłada, że niepotrzebny jest Mistrz, który go poprowadzi, że sam już od wieku 6 czy 5 lat wszystko sam wie najlepiej. Może dla przypomnienia starszym, a młodszym jako ciekawostka fragment jednej z piękniejszych bajek:

Historyczne mapy Polski

Znalazłem rewelacyjną stronę: Historyczne Mapy Polski. Strona jest ładnie zrobiona (choć troszeczkę denerwujący jest dźwięk zegara, ale da się przeżyć). Co najciekawsze, to animacja zmian granic na przestrzeni dziejów. Widzimy na mapie cały czas ten sam obszar, nie zmienia się skala. Można więc łatwo porównać, jak kształtowały się nasze granice na przestrzeni dziejów. Super, naprawdę.

17 września 1939 – 17 września 2008

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje regiony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się wygodnym polem działania dla wszelkich poczynań i prób zaskoczenia, mogących zagrozić ZSRR. Dlatego też rząd sowiecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów.

Rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony.

Biorąc pod uwagę tę sytuację, rząd sowiecki wydał rozkazy naczelnemu dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granicę i wzięły pod obronę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi.

Rząd sowiecki zamierza jednocześnie podjąć wszelkie wysiłki, aby uwolnić lud polski od nieszczęsnej wojny, w którą wpędzili go nierozsądni przywódcy, i dać mu możliwość egzystencji w warunkach pokojowych.

Podpisano: komisarz ludowy spraw zagranicznych

/-/

WIACZESŁAW MOŁOTOW

17 września 1939 Pamiętamy

17 września 1939 Pamiętamy

Dzisiaj pod tym podobnym pretekstem Rosja napadła na Gruzję. Ja pamiętam o 17 września 1939 roku. Cios w plecy, którego, jak dzisiaj już wiemy, należało się spodziewać. Dzień ten był też zapowiedzią gehenny mojej rodziny. Od obrazu zachowanego w pamięci dziadka, gdy polskie wojsko zatrzymało się m. in. w ich gospodarstwie, przez zakopanie skrzynki z różnymi cennymi dokumentami i zapiskami dziadka przez Sybir, śmierć na Północy wielu moich krewnych, powrót do kraju w bydlęcych wagonach, mozolny powrót do”normalności”, po widok zaoranego pola w okolicach Lopatyna i Chmielna, gdzie kiedyś było nasze gospodarstwo. I dopiero wyrok sądu III Rzeczpospolitej przyznał, że nasze ziemie zostały zagrabione.

Nie chcę odzyskiwać nic z tego co przepadło. Chciałbym, abyśmy mogli żyć w pokoju. Niech wojna będzie tylko hasłem w słowniku historycznym. Tyle że to chyba nie możliwe. Wystarczy spojrzeć na wschód, na Rosję. Oni tam mają takie intencje pokojowe, jak w 1939 roku.