Susan Boyle

Quite by chance I have found on Fronda.pl the information about Susan Boyle. „Never judge a book by it’s cover!” – that’s what I have found on one of her fan-sites. She sings great! The first reaction of the audience was very standard. She is not the Miss of the World, she is not young and pretty. So people wanted to get rid of her. Get rid of her by laughter, stupid comments probably. Why? Because she does not suit the perfect model of ourselves. We want to live in a dream world, where there are only ‚perfect’ people, ‚perfect’ and very egoistic. But she is more perfect than all of them, all of us. She show us that the true beauty is inside a man, is in our hearts, our minds, our souls. Maybe her performance is going to open our eyes, at least a little bit, for a true beauty.

Uff! Lata przerwy w aktywnym używaniu angielskiego zrobiły swoje i powyższy tekst pewnie roi się od błędów. Cóż, trzeba się wziąć do roboty i przypomnieć co nie co.

Susan Boyle, kobieta która zaskoczyła widzów widzów „Britains Got Talent”. Nieatrakcyjna, nie dopasowana do naszych współczesnych oczekiwań okazała się być niesamowitym odkryciem. Jej głos jest wprost powalający. A my osądzamy po wyglądzie (o czym przekonałem się m. in. umieszczając jej zdjęcia na Naszej Klasie). Kiedy i gdzie nasza kultura straciła prawie zupełenie jasność widzenia i ocenia głównie po pozorach, po tym co zewnętrzne? „Prawie” – bo jeszcze udało się dostrzec Susan Boyle. A co będzie dalej?

A tymczasem zajrzyjcie na YouTube i posłuchajcie: http://www.youtube.com/watch?v=9z0h1NNk1Ik&feature=related

Reklamy

Nikt nie mówił, że będzie łatwo :)

Nikt nie mówił, że życie będzie łatwe. Tym bardziej życie Katolika. Tak to niestety bywa, że ten wybór niesie za sobą pewne konsekwencje. Dlaczego o tym piszę? Bo widzę wśród ludzi na kolędzie, uczniów w gimnazjum i wielu innych tę trudność w dokonaniu wyboru i przyjęciu konsekwencji.

Po pierwsze – kwestia wyboru. Wielu ludzi boi się tego, żeby wybierać. Decyzja odkładana jest zawsze na później. Już nawet najmłodsi nie decydują się, kim będą w przyszłości. Rodzice ich popierają i mówią: „ma jeszcze czas”. Ja pamiętam, że jako dzieciak chciałem być strzażakiem, potem jeszcze kimś innym, itd. W moim pokoleniu to było normalne. A teraz? „Nie wiem” odpowiadają zgodnym chórem małe dzieci. A potem brakuje też tej ostatecznej decyzji. „Co chcesz robić po maturze?” Nie wiem, na razie muszę ją zdać. Zero celów. „Co po gimnazjum?” Odpowiedź podobna. Jakże potem dokonać wyboru między katolikiem, a Katolikiem. Ten pierwszy to taki, który chodzi do kościoła, ten drugi do Kościoła. Ten pierwszy jest nim bo jest, ten drugi dokonał wyboru. Ten drugi chce iść za Chrystusem i należeć do wspólnoty, którą On założył. To jest jego wybór. Wybór z konsekwencjami.
Jakie to konsekwencje? Wiadmo, że nie jesteśmy doskonali, że się rozwijamy, walczymy o świętość. Konsekwencja podstawowa to właśnie ta droga, a właściwie Droga. Idziemy nią, mimo upadków i porażek. Chcemy słowem i życiem realizować wybór. Wiem, że nie zawsze wyjdzie. Jednak taki człowiek się nie poddaje. Rozwija wiarę, umie jej bronić. Nie jest tylko „niedzielnym katolikiem”. Rozwija wiarę w częstej Eucharystii, regularnej spowiedzi, codziennej modlitwie. Czyta Pismo Święte, pogłębia wiedzę, umie bronić swojej wiary. Nie stawia warunków, nie ma wyjątków w stylu: „jestem katolikiem, ale na niektóre sprawy mam własny pogląd”. Ten „własny pogląd” jest przecież najczęściej próba uniknięcia konsekwencji grzechu. Ci, którzy naprawdę wybrali też grzeszą, ale nie usprawiedliwiają się. Zgrzeszył i zna tego konsekwencje. Przede wszystkim szuka pojednania. Dalej walczy i próbuje z całych sił.

„Nikt nie mówił, że będzie łatwo”, ale też nikt nie powiedział, że takie życie jest smutne. Dopiero gdy dokona się Wyboru, znajduje się sens życia i prawdziwe szczęście. Człowiek widzi, że życie ma sens. Nie jest łatwo, ale jak mawia pewna osoba Per aspera ad Deum. A więc do przodu 🙂

Nasza klasa padła

W ostatnich godzinach nie potrafiłem zalogować się na Naszą Klasę. Nie chce mi w ogóle czytać strony. Nie wiem, czy serwery im padły, czy coś innego się stało, ale uświadomiło mi to pewien fakt (na nowo): jesteśmy ch*** (bardzo) uzależnieni od komputerów. Nasza społeczność ludzka spotyka się głównie w przestrzeni wirtualnej. Tu piszemy swoje przemyślenia, tu rozmawiamy z ludźmi, którzy dzielą nasze zainteresowania, z którymi coś nas łączy. Blogi, fora, gg, skype i mnóstwo, mnóstwo innych. Nie oceniam tego, choć cenię sobie wyżej osobisty kontakt. Jednak ostatnim czasie dzieje się coś nowego: internet przestał oddalać ludzi od siebie (bo tak było dotychczas, gdyż zamiast z ludźmi „na żywo”, więcej czasu niektórzy spędzali przed monitorem). Teraz ludzie zaczynają się spotykać w internecie, tworzą wirtualne społeczności, a one dążą (mniej lub bardziej) do spotkania w rzeczywistości. Jest to słaby na razie strumyczek nadziei na lepsze jutro, ale zawsze jest. Trzeba widzieć dobro! Internet jest świetnym narzędziem. Narzędziem, nie zabawką, choć może służyć do rozrywki. Niech więc dalej zbliża ludzi, coraz bardziej i bardziej. Święty Izydorze, módl się za nami!

O rachunku… sumienia

Jeden ojciec franciszkanin przypomniał mi coś bardzo ważnego. Gdy robimy rachunek sumienia, powinniśmy zacząć od przypomnienia sobie tego, co dobrego uczyniliśmy. Rzeczywiście, gdyż naszym zadaniem jest miłość, a miłość to wybór woli: ja chcę dobra dla tego człowieka; oczywiście wybór za którym idą czynu. Badając nasze sumienie należy uwzględnić to co dobre i to co złe. Oczywiście te ‚plusy’ nie zlikwidują ‚minusów’ i trzeba będzie pójść do spowiedzi. Jeżeli jednak zatrzymamy się tylko na ‚minusach’ to będziemy mieli wykrzywiony obraz samych siebie. W życiu nie wystarczy przestać burzyć, trzeba jeszcze zacząć budować, a chyba z tego budowania, będziemy przede wszystkim rozliczeni. Niech więc łaska Boża nas oświeca i pokazuje nam prawdę o nas samych.

Jest lepiej :)

Bezrobocie w Polsce spadło poniżej 10% wg szacunków Unii Europejskiej. Sejm przegłosował ustawę o telepracy. Coś jednak idzie ku lepszemu. Bierzmy się więc do roboty, nie czekajmy na polityków. Zbudujmy kraj, z którego nikt nie będzie chciał wyjechać! Kraju, gdzie życie jest piękne! Bo ono takie jest, naprawdę, tylko my czasem chcemy patrzeć na nie przez czarne okulary. Uśmiechnijmy się, jest dobrze. A będzie lepiej!

Widzieć dobro

Stworzyłem taką kategorię, aby wpisywać tu to, co może napawać nas optymizmem, nadzieją i radością. Ogólnie rzecz biorą wszystko to co pozytywne, a często niedostrzegane lub zagłuszone przez nawałnicę negatywnych informacji. Bo chyba lepiej patrzeć pozytywnie na świat, niż mieć ciągłego doła.

Zacznę więc od kilku faktów z ostatnich dni, które pokazują, że w naszym kraju to nie jest tak najgorzej.

Po pierwsze bezrobocie w Polsce spada (tak wyczytałem). Co więcej, nie spada tylko dlatego, że dużo osób wyjechało z Polski, ale także dlatego, że pojawia się coraz więcej nowych miejsc pracy. Ten trend jest coraz silniejszy, a do tego dokłada się fakt, że przynajmniej w niektórych dziedzinach wzrastają ostatnio płace (choć niestety ma to związek z ostatnią Wielką Emigracją). Inną sprawą jest to, że Sejm przyjął nowelizację ustawy o zakazie handlu w święta. Dzięki temu wiele osób będzie mogło spędzić ten czas z rodziną, przyjaciółmi. Jeszcze to, że rozwija się u nas Ruch Czystych Serc, czyli że są ludzie, którzy nie poddają się zezwierzęceniu, którzy szanują swoją godność. Na koniec to, że religijność Polaków nie zmalała przez ostatnie lata. Być może te statystyki nie oddają całości obrazu, szczególnie nt. moralności, ale daje to ogromną nadzieję na przyszłość.

Nisi Dominus aedificaverit domum, in vanum laboraverunt, qui aedificant eam. Nisi Dominus custodierit civitatem, frustra vigilavit qui custodit. (Ps 127,1)